Manifest

Naszym celem jest zapewnienie dostępu do ciekawych oraz unikatowych filmów wszystkim zainteresowanym. Strona ma charakter niekomercyjny i nie pobieramy od nikogo żadnych opłat. Wychodzimy naprzeciw zapotrzebowaniom, ponieważ obecnie panuje deficyt stron internetowych z ciekawymi filmami.

Mimo likwidacji Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk w 1989 roku w Polsce nadal dochodzi do ograniczania swobód obywatelskich w zakresie wolności wyrażania poglądów i twórczości artystycznej. Zmieniła się forma: miejsce oficjalnej cenzury prewencyjnej zajęła nieoficjalna cenzura represyjna, posługująca się naciskiem ekonomicznym, prawnym lub administracyjnym do tłumienia, zatrzymywania eliminowania tych dzieł sztuki i wypowiedzi, które nie są zgodne z ideologią polityczną, normami obyczajowymi, doktrynami religijnymi bądź polityką korporacyjną.

Korzystamy z wolności korzystania z dóbr kultury, które są prawem człowieka zapisanym w Powszechnej Deklaracji: "Każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym swojej społeczności, do korzystania ze zdobyczy kultury, do uczestniczenia w postępie nauki i do korzystania z jej dobrodziejstw".

Inicjatywa jest całkowicie niekomercyjna, nie przynosi dochodów, nie wyświetlamy dla Was reklam - w imię dobra społecznego.

 

Utracona cześć Katarzyny Blum

blumprodukcja: RFN
gatunek: dramat polityczny
reżyseria: Volker Schlöndorff, Margarethe von Trotta
rok produkcji: 1975
czas trwania: 102 minuty
język: polski lektor

…albo: Jak powstaje przemoc i do czego może doprowadzić – tak brzmi pełny tytuł filmu i minipowieści noblisty Heinricha Bölla – pisarza z takich, którzy lubili trzymać rękę na pulsie i aktywnie reagować na wydarzenia bieżące. Tak książka jak jej ekranizacja są jawnym i ważnym dokumentem nader nerwowego momentu w historii RFN połowy lat 70-tych oraz zapisem ówczesnego stanu umysłowego rozpalonych głów.

Geneza społeczna-polityczna obu dzieł artystycznych jest zasadnicza: to okres, w którym Niemcy Zachodnie zmagają się z plagą profesjonalnego terroryzmu w postaci Frakcji Czerwonej Armii lub – jak kto woli – grupy Baader-Meinhoff. Böll, na łamach prasy, już kilkakrotnie wypowiadał się w tej sprawie: miarka się przebrała kiedy czysto rabunkowy napad na bank w Kaiserslautern część prasy automatycznie połączyła z RAF-em. Böll zareagował przeciw nagonce i w efekcie sam stał się jej obiektem jako ‘na równi niebezpieczny’. Także Schlöndorff i von Trotta stali się obiektem zainteresowania służb specjalnych – ich domek w słonecznej Toskanii stał się celem prewencyjnego ataku profesjonalnego szwadronu antyterrorystycznego. Miarka się przebrała – pisarz i filmowcy postanowili zareagować na to wszystko po swojemu, czyli nakręcili głośny film według okrzyczanej powieści.

Bohaterką jest skromna panna Blum, która – zupełnie przypadkowo w trakcie trwającego karnawału – została kochanką człowieka, który już od dawna jest inwigilowany. Z tego właśnie powodu kolejnym obiektem operacyjnej działalności policji i służb specjalnych zostaje także Bogu ducha winna Katharina. Z dnia na dzień staje się współczesną wersją kafkowskiego Józefa K. rodem z Procesu – małym człowiekiem zaplątanym w mechanizm Policji, Władzy i Prawa. Realizatorzy komplikują ten układ, w który wprowadzają jeszcze jeden czynnik: wolną prasę w postaci brukowego dziennika, żądnego poczytności, czyli sensacji na pierwszą stronę. W ten sposób Blum staje pod podwójnym obstrzałem, w którym – paradoksalnie – Policja staje się ciut mniej przykra i kłopotliwa od bezwzględnych przedstawicieli filaru demokracji, czyli Czwartej Władzy.

Personifikuje ją pewien pismak, który węszy w tym wszystkim swoją życiową szansę: ten narcystyczny i egoistyczny obleśnik staje się cieniem Katarzyny Blum. Nie odstępuje jej o krok, preparuje pokrętną biografię, podkręca fakty, manipuluje i uatrakcyjnia zgodnie z własnym wyczuciem sensacyjności. Doprowadza to do kompletnego rozstroju psychicznego bohaterki, która decyduje się na rozwiązanie ostateczne – pozbycie się nie dającego jej spokoju bezwzględnego krwiopijcy.

Niesamowicie zainscenizowana finałowa sekwencja zabójstwa dziennikarza jest silnie skontrapunktowana cynicznym epilogiem: to ujęcia z pogrzebu dziennikarza, gdzie z ust prasowych magnatów padają okrągłe i patetyczne mowy o wolności słowa, służbie publicznej, misji w obronie demokracji, etc. Trudno o bardziej ironiczne zestawienie sensów – zwłaszcza w kontekście iście bestialskiego zachowania reporterów względem nie wadzącej nikomu dziewczyny, która nagłym uczuciem wplątała się w ogólnokrajową kabałę polityczną. Utracona cześć… stara się być wiwisekcją nie tyle pewnych faktycznych stanów rzeczy, co przykrych konsekwencji ich medialnych odzwierciedleń – tym razem w brukowej prasie (z biegiem czasu głównym celem ataku stanie się oczywiście wszędobylska telewizja).

Trzeba powiedzieć szczerze – nie jest to obraz obiektywny: wręcz odwrotnie – film Schlöndorffa i von Trotty jest nad wyraz tendencyjny, jednoznaczny i utrzymany w tonacji otwarcie histerycznej – zatem tym bardziej chwytającej za gardło (powieść Bölla idzie raczej w stronę karykaturalnej satyry). W tym jednak jego zasadniczy i niespodziewany walor – oddanie ducha i atmosfery tamtych czasów, niemal gorączkowy brulion, w którym nie ma czasu na subtelności, głębokie przemyślenia i dzielenie włosa na czworo.

Realizatorzy postawili na frontalny, wściekły atak – i to im się udało, bowiem film bucha od napięć i emocji, stając się tym samym manifestem pewnej politycznej postawy. Trzeba to umieć docenić, bowiem rzadkością jest film tej klasy artystycznej, który tak otwarcie aktualizuje pewien stan ducha, politycznych zapatrywań i znaków czasu. Przy okazji – Utracona cześć… – mimo swojej (zwłaszcza politycznej) kontrowersyjności – stała się wielkim sukcesem nowego kina niemieckiego i podwyższyła europejski standard kina politycznego. Na te tematy powstanie potem wiele filmów, zaś o ingerencji mediów masowych w prywatne życie maluczkich – będzie ich jeszcze więcej i jeszcze bardziej brutalnych.

Film nie działa? - daj nam znać, naprawimy to!

Komentarze

A Ty co sądzisz?